Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 107 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zawieszamy !

sobota, 24 lipca 2010 0:25
Bardzo was przepraszam ale chwilowo (ale tylko chwilowo !) zawieszam bloga. Mam zbyt dużo problemów. Troche za dużo się naraz na mnie zwaliło. Musze sobie to wszystko poukładać. Za kilka tygodni blog znów ruszy przeniesiony na onet. Nie martwcie się, jeszcze o tym napisze. Bardzo was przepraszam, nie dam rady inaczej ;/
Kochająca Alice :*
Ps - Tymczasem zapraszam na moego drugiego bloga (jego nie mniałam serca zawiesić) :
principio-del-fin.blog.onet.pl
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rozdział 8

czwartek, 03 czerwca 2010 19:14

Rozdział 8

 

Oczyma Mai :

 

Wstałam, jak zwykle bardzo wcześnie. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego dziwnego otoczenia. Wszystko było takie obce. Hmm.... Pomyśleć że jeszcze kilka dni temu leżałam we własnym łóżku. Zaszłam na śniadanie. W kuchni czekała na mnie Aria i Miranda.

- Dzień dobry - powiedziała Aria.

- Hej, jak się spało ? - zagadnęłam pogodnie.

- Dobrze. A ty co ? Nie zmieniłaś planów ?

- Nie Ario. Już o tym rozmawiałyśmy.

- Wiem, wiem. Tak tylko pytałam.

Ucałowałam przyjaciółkę w policzek i usiadłam do śniadania.

Owsianka wyglądała przepysznie ale i tak nie miałam ochoty jej choćby tknąć.

- Kiedy zaczynamy ? - zagadnęłam przyjaciółki odsuwając talerz.

- Co zaczynamy ? - spytała zdezorientowana Miranda.

- No, moje szkolenie !

- Ach. Przepraszam cię. Pewnie w głębi ducha nadal marze abyś się rozmyśliła - dziewczyna spojrzała na podłogę.

- Mirando, ja .... - nie skończyłam bo do kuchni wszedł Shell z siostrą.

- Hej - powiedział wesoło.

- Hej - odpowiedziała Aria.

Wstałam. Nie patrząc na Shella i Katy wyszłam.

- A ty dokąd ? - zawołała za mną Aria.

- Przewietrzyć się ! - krzyknęłam.

Aria wymamrotała coś co zrozumiałam jako : „ Dlaczego zawsze kiedy wchodzisz, ona wychodzi ?"

Nie usłyszałam odpowiedzi Shella.

Wyszłam z budynku.

Odkąd podsłuchałam rozmowę Katy z Shellem , gdy tylko pojawiał się w pobliżu - znikałam.  Nigdy więcej nie zamienimy słowa. Przecież za kilka dni stąd wyjeżdżam w podróż która prawdopodobnie będzie moją ostatnią.

Nie wiadoma czemu w oczach stanęła mi łza. Nie tyle na myśl o śmierci, tyle na myśl o .... O tym że już nigdy więcej nie zobaczę Shella.

To niedorzeczne ! Nie znam go ! A on nie zna mnie ! I cale nie wyglądało żeby miał zamiar to zmienić. Co za głupota !!!

Otarłam łzy.

Odwróciłam się żeby wrócić do swojego pokoju gdy w drzwiach zobaczyłam.... Shella.

 

 

Oczami Shella :

 

Katy męczyła mnie całą drogę z pokoju do kuchni.

- Shell, błagam !

- Nie Katy - odpowiedziałem trzeci raz z rzędu nadal opanowany.

- Nawet nie masz pojęcia jakie to frustrujące !

- Frustrujące ? - zadrwiłem.

- No bo byłam pewna, że ty i.... - przerwała gdy spiorunowałem ją wzrokiem - albo jeśli nie to chociaż wrócisz do wierzy.

- Katy, nie mogę wrócić do wierzy. I wiesz, że...

- ..... że nie wolno nam łamać prawa. Ale Shell ! Iść do więzienia za miłość !

- Nikt nie obiecywał, że życie będzie łatwe - powiedziałem znudzony.

- Tak, wiem. Ciągle to powtarzasz.

Katy rozmasowała głowę.

- Coś nie tak ? - spytałem przejęty. Siostra bardzo rzadko chorowała.

- Siedzenie w twojej głowie boli - stwierdziła.

- To nie siedź.

- Ale śmieszne.

Weszliśmy do kuchni.

- Hej - powiedziałem starając się przybrać wesoły ton.

- Hej - odpowiedziała mi Aria ale moje oczy już powędrowały w stronę wstającej od stołu Mai.

Wzrok miała utkwiony w podłodze.

Dla mnie to dobrze bo mogłem przyglądać się jej do woli. Jej czarne włosy opadały na czoło i ramiona. Policzki miała lekko zaczerwienione. Rumieńce. Takie słodkie....

- Auć - syknąłem do ucha Katy tak aby nikt nie mógł usłyszeć.

- Racja. Obcasy i twoja noga to jednak nie najlepsze połączenie - odpowiedziała równie cicho.

Zły na siostrę ledwo zauważyłem że Maja opuszcza pokuj.

- A ty dokąd ? - spytała Aria prawie krzycząc.

- Przewietrzyć się !

Obejrzałem się ale dziewczyny już nie było. Cicho westchnąłem.

- Jasny gwint. Dlaczego zawsze jak ty wchodzisz, ona wychodzi ?

Katy o mały włos by się nie roześmiała.

- Moja kolej - szepnąłem depcząc jej po nowych butach, a normalnym głosem dodałem - Nie mam pojecia. Może pójdę z nią porozmawiać ?

- To chyba nie jest najlepszy pomysł - odezwała się Katy szeptem.

- Czemu ?

Cholera. Nie podoba mi się połączenie : Jej szpilka + mój but !

- Auć ! Przestań !

- Nie bądź takim egoistą ! Nie możesz z nią rozmawiać skoro masz zamiar....

- Zamknij się - warknąłem przykładając jej rękę do ust.

Ucichła.

Szybkim i zdecydowanym krokiem wszyłem z kuchni.

Błądziłem po korytarzach, aż w końcu dotarłem do drzwi prowadzących na taras.

Ona tam stała i .... Płakała !

 

Oczyma Mai :

 

Szybko otarłam łzy.  Czułam się dziwnie. Chłopak patrzył na mnie jakby mnie zobaczył pierwszy raz. Jego twarz była bez wyrazu. Maska. Oczy błądziły w górę i w dół po mojej osobie.

- Wszystko w porządku ? - spytał w końcu.

- Tak. A z tobą ?

- To ty płaczesz - stwierdził podchodząc bliżej.

- Nic mi nie jest - odpowiedziałam machinalnie.

- Coś mi się nie wydaje. Dlaczego mnie okłamujesz ?

- Skąd pomysł że cię okłamuję ?

Westchnął.

- Masz charakterek, nie ma co.

- To miał być komplement ? Jakoś za bardzo ci nie wyszedł.

Zaśmiał się.

- Tak,  nigdy nie byłem za dobry w te klocki.

- Właśnie widzę.

Usiadłam na schodach.

On obok mnie. Niemal czułam ciepło bijące od jego ciała.

Odsunęłam się.

- Coś nie tak ? - spytał.

- Nie, tylko... - nie miałam ochoty się mu zwierzać - Dlaczego twoja siostra mnie tak nie lubi ?

Shell wyglądał na zbitego z tropu.

- Katy ?

- A masz jeszcze jakąś siostrę którą znam ?

Roześmiał się.

- Ona cię wcale nie lubi. Zobaczysz zmieni zdanie kiedy cię pozna.

- Wiesz mam wrażenie, że ty mnie znasz, jak nikt inny -„Jak prawie nikt inny"  poprawiłam w myślach przypominając sobie Marcina i Karolinę.

Nie odpowiedział. Zerknął w stronę drzwi jakby się upewniał, że nikt w nich nie stoi.

- Maja ja ....

Trzask.

W drzwiach stanęła Katy.

- Wystarczy moje gołąbeczki - powiedziała - Porządnie się was naszukałam.  Ciebie - skinęła na mnie głową - szuka Aria. A z tobą - wskazała palcem na brata - jeszcze porozmawiam.

Zdusiłam śmiech.

- Wole nie denerwować Arii - powiedziałam wstając - Na razie.

Wyszłam.

Szłam korytarzem bez celu. Nagle tuż przed moim nosem otworzyły się drzwi. Z pomieszczenia wyszła Aria. Spojrzała na mnie. Powoli otworzyła usta.

- Nie pytaj - przerwałam niegrzecznie - To dlaczego mnie szukałaś ?

- Już nie chcesz trenować ?

Przyjęłam na twarzy sztuczny uśmiech, bo tak naprawdę, nadal myślałam o Shellu.

 

____________________________

Witam,

Jestem trochę zła i trochę zawiedziona. Może faktycznie 7 komentarzy to za dużo dla was :(

Rozdział całkowicie inny, ale mam nadzieje że mimo wszystko się spodoba :)

Ech. „Romansidło" się z tego robi ale nie mogłam się powstrzymać. Mam nadzieje że wybaczycie ?

Liczę na szczere komentarze\ opinie !

Love:*

Alice

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Rozdział 7

wtorek, 18 maja 2010 18:38

Rozdział 7

 Maja obudziła się zdezorientowana.

Co się dzieje ? Gdzie jestem ? Co się stało ? Jak się tu znalazłam ?

Te pytania Maja zadawała sobie jakieś piętnaście minut. Po chwili do pokoju w którym leżała dziewczynka weszła Aria.

- Dzień dobry - powiedziała słodko.

- Hej, gdzie jesteśmy ? - spytał od razu Maja.

- Daleko od zamku. Nie martw się. Nie znajdą nas - powiedziała.

Maja powoli wstała.

- Żyję - powiedziała pomału- a to już osiągnięcie, nie sądzisz ?

Aria skrzywiła się.

- Nie mów tak. Będziesz żyć.

- Nie będę - odpowiedziała dziewczynka jakby to było oczywiste - Już się z tym pogodziłam.

Aria znów wykrzywiła twarz.

- Gdzie reszta ?- Maja skorzystała z okazji.

- Na objedzie. Tylko ja zostałam.

- Dlaczego ?

- Nie byłam głodna. A ty ?

- Nie, ale chętnie upewnię się, że nic im nie jest.

- Spokojnie. Jesteśmy w dolinie elfów. Nic nam tu nie grozi.

Maja zamyśliła się.

- Dolina elfów ? Hmm... no nic. To ja chyba się przebiorę i zejdę.

- Dobry pomysł - Aria nie kryła entuzjazmu.

Maja podeszła do lustra. Miała na sobie białą koszule nocną w fioletowe, prawie niewidoczne kwiatki.

- Yyy... a gdzie moja koszula ?  - spytała.

Aria roześmiała się.

- Ta porozdzierana, zakrwawiona i brudna ścierka ? Nadawała się już tylko na śmieci. Masz włóż to.

Dziewczyna rzuciła w stronę Mai tajemniczą czerwoną sukienkę. Była długa, do kostek, na ramiączkach. Prezentowała się niczego sobie.

- Dzięki. Śliczna.

Aria wyszła a Maja wzięła prysznic i ubrała sukienkę. Wyglądała jak jakaś księżniczka, z kiepskiej bajki. No cóż poradzić ? Już miała wychodzić, kiedy dostrzegła na fotelu czerwony, jedwabny szal. Zarzuciła go na plecy i skierowała się do drzwi.

Szła korytarzem. Pewnie by się zgubiła, ale prowadziło ją echo głosów przyjaciół. Doszła do czarnych drzwi. Powoli je pchnęła. Uchyliły się. Maja wślizgnęła się do środka.

Gwar ucichł.

Dziewczynka, niezwykle szczęśliwa, że widzi swoich przyjaciół usiadła na wolnym krześle.

- Cześć wszystkim - przywitała się.

Oczywiście Katy ją zignorowała, ale reszta włączyła Maje do rozmowy.

Po chwili Katy i Shell wyszli.

Rozmowa kleiła się i ciągnęła w nieskończoność.

Nagle Mai zrobiło się słabo.

- Pojdę się przewietrzyć - szepnęła Arii do ucha.

- Wszystko dobrze ?

- Tak, tylko brak świeżego powietrza zablokował działanie mózgu - zachichotała -Zaraz wracam.

 Wyszła.

Szła korytarzem. Nie wiedziała co teraz. Nie miała pojęcia dokąd pójść. Chodziła w kółko myśląc. Nagle za jednymi z drzwi usłyszała głosy. Dwa. Katy i Shella. Nie kłócili się. Normalnie rozmawiali.

Maja przyłożyła ucho do ściany.

- I ... ? Co zamierzasz zrobić ? - spytała Katy.

- To chyba jasne. Nic - sucha odpowiedź.

- Daj spokój Shell ! Może jeśli przeprosisz ojca i resztę rady, pozwolą nam wrócić !

- Ja mam ich przepraszać ?! Katy, wsadzili nas do lochu za to, że nie chcemy zabijać ! I to ja mam ich przepraszać ?

Mai zrobiło się go żal.

- Shell, posłuchaj. Wiem, że ta dziewczyna ci się podoba ale....

- Na temat - warknął Shell.

- .... Ale wszyscy są za tym żebyś wrócił strzec wierzy !

- Wiesz co w tej wierzy jest ?! - Shellowi najwidoczniej puściły nerwy.

- Wiesz, że nikogo tam nie wpuszczają - Katy wyglądała na znudzoną.

- A chcesz wiedzieć dlaczego ? Tam jest Przeklęty Naszyjnik !

- Co ???

- Tak. Dlatego nie chce tam być. Nie chce mieć z tym nic wspólnego ! A tobie radze to samo !

Shell otworzył drzwi i zobaczył Maje.

Dziewczynka stała i wpatrzona w niego przestała oddychać.

Wyszła też Katy. Spojrzała na Maje i Shella.

- Co słyszałaś ? - spytała ostro.

Maja nie odpowiedziała. Nadal wpatrzona w Shella przypomniała sobie do czego służą płuca. Odwróciła się i uciekła.

Wpadła do kuchni. Czekała na nią tylko Aria.

- Gdzieś ty się podziewała ?

Maja zignorowała ją.

- Jak daleko od zamku jesteśmy ? - spytała.

- Oj, nie martw się. Nic ci tu nie grozi. Jesteś bezpieczna - Aria chciała ją przytulić ale Maj się odsunęła.

- Wcale się nie boję ! Aria ja tam muszę wrócić !

Aria wpatrywała się w nią z niedowierzaniem.

- Wrócić ?

- Tak.

- Po co ?

Maja wzięła głęboki oddech. Komu jak komu ale jej mogła powiedzieć.

- Tam jest Naszyjnik. Ten który musze zniszczyć.

Aria zaniemówiła.

- Musze tam wrócić. Pomożesz mi ?

Dziewczyna skinęła głową.

Maja odetchnęła z ulgą.

- Ale najpierw - powiedziała Aria - poduczymy cię czarowania.

Maja lekko uśmiechnęła się. Aria odwzajemniła uśmiech.

 

##########################################################################

 

Siema,

Nie ma co. Ale odwaliłam ;p Ale tak właśnie jest  jak się pisze rozdział i zadanie z j, angielskiego w tym samym czasie ;d

I jak się podoba ? Zgodnie z obietnicą. 5 komentarzy, nowy rozdział. Choć jeszcze nie wyzdrowiałam :d Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy które wystąpiły :)

Okej a teraz ....
Mam kilka ogłoszeń.

Lub mój drugi blog. Na razie tutaj  - beginning-of-the-end.bloog.pl  ale wkrótce będzie cały przeniesiony na Onet. Jeszcze o tym napiszę.

  • 2. Następny rozdział dodam gdy będzie 7 komentarzy bo coś z pięcioma za szybko wam poszło ;p

Zapraszam do szczerego komentowania !
Pozdrawiam


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rozdział 6

środa, 12 maja 2010 22:21

Rozdział 6

 

Wybiła godzina.

Wszyscy więźniowie podnosili głowy gdy postawiano im pod nos tace.

W tym oto momęcie, Aria, Maja i Miranda zaczęły realizować swój plan.

Majka schowana za drzwiami powtarzała w myślach jakąś formułkę a Aria z Mirandom siedziały na podłodze jak na szpilkach. Czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu drzwi otworzyły się.  Do celi wszedł wysoki mężczyzna. Maja nie widziała jego twarzy (za co była niezmiernie wdzięczna, wiedząc co za chwile musi zrobić). Mężczyzna podszedł do Arii i położył tece pod jej nogami.

- Smacznego - powiedział - Ja na waszym miejscu jadłbym robaki.

Teraz albo nigdy - pomyślała Maja.

Skupiając całą swoją uwagę zawiasach w drzwiach wymruczała zaklęcie które podała jej Aria. Zawiasy puściły.

Niech się uda - pomyślała Aria i Miranda jednocześnie.

Drzwi z hukiem upadły prosto na nogi mężczyzny.

Miranda skorzystała z okazji podskoczyła do niego i ugryzła w ramię. Mężczyzna zasnął.

- Sam sobie jedz robaki - Syknęła mu do ucha Miranda.

Maja podeszła bliżej.

- Yyy... nie tak to sobie wyobrażałam - przyznała.

- Chodźcie, to wampir, zaraz się obudzi - powiedziała Miranda wstając.

Wybiegły z celi. Maja na czele. Przebiegły szybko korytarzem.

- Mirando, gdzie teraz ? - spytała Aria.

- W lew.... - zaczęła Miranda ale nie skończyła. Zza korytarza wysunął się cień. Dwa. Miranda gotowa do skoku pchnęła Maję i Arię za siebie. Dwa cienie wysunęły się. Chłopak i dziewczyna, także byli już gotowi do ataku. W brzuchu Maio coś się przewróciło. Miranda ugięła kolana gotowa do skoku, a chłopak wysunął się do przodu. Maja nagle zrozumiała co nastanie i dlaczego chciała temu zapobiec.

- Nie !! - krzyknęła i chwyciła Mirandę z nadgarstek gdy ta miała skoczyć. Dziewczyna opadła na podłogę.

- Co ci do cholery odbiło !? - wydarła się.

- Po pierwsze - Maja zaczęła wyliczać, ściszając głos - oni też są więźniami ! A po drugie : chyba nikomu z nas nie zależy na tym aby zaraz zjawili się tu strażnicy !

Miranda spojrzała na dwójkę.

Chłopak, wysoki, o ciemnych oczach, czekoladowej cerze i czarnych włosach. Mai wydawało się, że skądś go zna.

Dziewczyna, również wysoka, o rudo-czerwonych włosach, kocich oczach i cerze dość dziwnego odcieniu.  

Już w ich oczach można było dostrzec że Maja ma rację.

- Jesteście więźniami ? - spytał chłopak a Maja zaczęła przeżywać straszne déjà vu.

- Tak. -odpowiedziała krótko Aria.

- Och, w takim razie przepraszamy za zamieszanie - odpowiedział- Jestem Shell. A to moja siostra, Katy.

- Aria,  to Miranda - wskazała na wampirzyce - a to Maja.

Dziewczynka nie mogła oderwać wzroku od chłopaka.

Ja go znam - powtarzała uparcie.

- Cześć - zwrócił się do niej Shell. Maja drgnęła.

- Hej - wymamrotała.

- Dzięki za załagodzenie akcji. Skąd wiedziałaś, że jesteśmy więźniami ?

Maja nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Nie znała na nie odpowiedzi.

- Czy ja cię już kiedyś nie spotkałam ? - spytała.

- Mnie ? Oj, bardzo wątpię. Nie wychodzi....

Nagle trzask ! Kroki.

- Kryć się - szepnęła Aria.

Shell wziął za rękę Maje i Katy i pobiegł ciemnym korytarzem. Biegli tak z piętnaście minut, aż dobiegli do drzwi. Maje okropnie rozbolał brzuch.

Kurczę - powiedziała w duchu. Przez to wszystko prawie zapomniała, że jest chora.

- Proszę - powiedziała w końcu, gdy bólu nie dało się już ignorować.

- O co chodzi ? - spytał Shell.

- Nie jestem wampirem czy zmiennokształtnym. Jestem czarownicom. My się męczymy.

Katy pachnęła ale Shell ją zignorował.

- Odpocznij chwilę, sprawdzę czy to ta droga. Katy, przypilnuj jej.

Maja wywróciła oczami. Jest chora ale nie potrzebuje niańki. Katy naburmuszyła się i usiadła na podłodze naprzeciwko Mai.

Majka przyglądała się jej przez chwile poczym skupiła na sobie. Bardzo chciała, gdy wróci Shell, mieć siłę by uciekać. Oddychała miarowo, delikatnie. Każdy jej wydech zdawał się mienić. W krótce ból ustąpił.

Przeniosła wzrok na Katy.

- Nie jesteście wampirami - powiedziała w końcu. Nie było to pytanie.

- Odkryłaś Amerykę - rzuciła Katy.

- Ani Elfami - kontynuowała Maja - Kim jesteście ?

- Zmiennokształtnymi - odpowiedziała Katy robiąc wredny wyraz twarzy.

- To .... Z jakiego powodu tu jesteście ? - dziewczynka nie dawała za wygraną.

Katy uniosła wysoko głowę i spojrzała na Maje z pogardą.

- Ponieważ ... - z końca korytarza dobiegł znajomy głos. Wracał Shell - Nie chcieliśmy napadać na Wybawicielkę.

Po raz trzeci tego dnia z wnętrznościami Mai działo się źle.

- Wybawicielkę ? - wyszeptała.

- Znaczy, to Elfy twierdzą, że to ona. Ja już nie wiem w co wierzyć.

- Za to ja wiem - odezwała się Katy - Powinniśmy iść tam i ją zabić jak nam kazano.

- Chcesz mieć na rękach niewinną krew ? - krzyknął Shell.

- Chcesz być do końca życia wygnańcem ?

- Już wolę ...

Maja nie słuchała dalszej kłótni.

Zabić ? Shell i Katy mieli ją zabić ? Matko. To straszne...

Majka czuła, że robi jej się słabo. W pewnym momęcie upadła na podłogę.

- Maja - Shell już koło niej kucał - Maja co się dzieje ? Maja !

Za późno. Dziewczynka odpłynęła.

 

()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()

 

Siema !

Jak zwykle pytam jak się podoba i jak zwykle przepraszam za błędy .... Kurcze, to się nazywa rutyna ;p Muszę coś pozmieniać ;d

Bardzo mi przykro, ale następny rozdział dodam jak będzie co najmniej 5 komentarzy (małe prawdopodobieństwo) lub zaraz gdy wyzdrowieje bo mam straszną gorączkę i nie jestem w stanie pisać ;p

Pozdrawiam :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rozdział 5

sobota, 01 maja 2010 14:55

Rozdział 5

 

Spojrzała w twarz pochylającej się nad nią dziewczyny. Śliczna blondynka uśmiechnęła się.

- Uff. Już zaczynałam się martwić - powiedziała.

Maja spróbowała się podnieść. Zakręciło jej się w głowie. Syknęła z bólu i odruchowo przyłożyła dłoń do czoła. Krwawiła. Porządnie krwawiła. Nie tylko na czole. Cały rękaw nocnej koszuli miała czerwony. Czerwony od krwi.

-Och tak, nie wygląda to za dobrze - powiedziała Aria powoli podwijając rękaw.

Dziewczynce nadal kręciło się w głowie ale teraz było jej jeszcze niedobrze. Chciała coś powiedzieć ale bała się że gdy otworzy usta zwymiotuje. Przyglądała się poczynanią Arii.

Ta rozerwała rękaw swojej bluzki (biała tkanina wyglądała jak jedwab) i zwinęła w nią okolice nadgarstka.

- Wdała się lekka infekcja - oznajmiła - Ale poza tym jest dobrze.

Maja nie spojrzała na rękę. Bała się że jak spojrzy zrobi jej się jeszcze bardziej niedobrze.

- Teraz głowa - powiedziała spokojnie. Powoli przejeżdżała palcami po głowie Mai, a tej za każdym dotknięciem było dużo lepiej. Kiedy w końcu skończyła dziewczynce było już całkowicie dobrze.

- Kim jesteś ? - spytała. Głos jej drżał

- Aria - odpowiedziała - A ty jesteś zapewne Maja ?

Dziewczyna skinęła głową. Chciała się podnieść ale Aria jej nie pozwoliła.

- Lepiej teraz nie wstawaj - powiedziała.

- Dobrze - odpowiedziała Maja i wstała.

Aria nie wyglądała na zachwyconą. Przyglądała się jej, jakby bała się, że dziewczyna zaraz się przewróci. Maja przestała zwracać na nią uwagę. Rozejrzała się i zamarła.

Nie ujrzała swojego pokoju. To co ujrzała było ostatnim czego się spodziewała.

Kraty.

Była w celi.

Ciemnej, szarej celi. W kącie siedziała jakaś dziewczyna. Miała brązowe włosy i fiołkowe oczy. Zapatrzona była w dal. Maja usiadła obok Arii.

- Kto to jest ? - spytała.

Dziewczyna zdziwiła się. Była pewna że pierwsze o co spyta ją Maja będzie żądanie wyjaśnień.

W końcu nie codziennie budzi się w celi, z obcą dziewczyną, cała we krwi.

- Nie mam pojęcia - odpowiedziała w końcu - Była tu już gdy nas przynieśli.

- Tak właściwie to gdzie my jesteśmy ?

- Tak właściwie - zamyśliła się - to nie mam pojęcia.

- Dobra. A co się stało ?

- Zmiennokształtni - odpowiedziała oschle.

- Nadal nic nie rozumiem.

- Miałam przejść przez portal dopiero rano, ale zmiennokształtni na nas napadli - wyrzuciła z siebie szybko - Babka Marissa, bojąc się o mnie, kazała mi otworzyć portal wcześniej. Ale chyba coś poszło nie tak bo gdy już przeszłam nie potrafiłam go zamknąć. Przeszło przez niego trzech zmiennokształtnych. Nie miałyśmy szans. Przywlokły nas tu przez jakiś portal, ale nie wiem przez jaki zabrano twoją mamę, babcię i ...

- Robert - Mai przypomniało się.

- Go też zabrali. Przykro mi - powiedziała Aria.

- A mnie nie. Odbijemy ich -odpowiedziała Maja.

- Ale jak ? Jeden Elf i niewykształcona Czarownica nie dadzą rady sprzeciwić się zmiennokształtnym. Wątpię czy wogóle uda nam się stąd wydostać.

Maja spuściła oczy. Rzeczywiście, nic nie umiała. Nagle jej wzrok przykuła dziewczyna siedząca w kącie.

Podsunęła się bliżej.

- Hej - powiedziała - Jestem Maja, a ty ?

Dziewczyna nic nie odpowiedziała.

„Urocza" pomyślała Maja

- Posłuchaj, muszę cię prosić o pomoc.

- Dlaczego ? - spytała nadal wpatrzona w dal.

- Bo muszę odnaleźć rodzinę. To dla mnie niezmiernie ważne.

- To twój problem - odpowiedziała ze spokojem.

- A ty nie chcesz się stąd wydostać ?

- I tak się wam nie uda.

- To będziemy próbować aż się uda !

Dziewczyna spojrzała na Maje. W jej oczach była pogarda ale Maja mogłaby przysiąc, że widzi w nich też szacunek.

- Zabiją was - powiedziała jakby to było oczywiste.

- Posłuchaj. Poza mamą, babcią i Robertem nie mam już nikogo na świecie ! Nie pozwolę im umrzeć. Będę walczyć ! Nawet gdyby to była ostatnia rzecz jaką w życiu zrobię!

Teraz w oczach dziewczyny był już tylko szacunek.

- Jestem Miranda - powiedziała - Ale nie wiem czy przyjmiecie pomoc z mojej strony,

- A dlaczego miałybyśmy jej nie przyjąć ?

- Jestem wampirem.

- No i co z tego ?

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.

- Nie przeszkadza ci to ? To, że jestem bezwzględnym drapieżnikiem ? To, że zabijam ludzi ?

Maja przełknęła ślinę. Ale ona była jej jedyną nadzieją.

- Przecież to nie twoja wina. Taka jest twoja natura. Nie zmienisz jej.

Miranda przyglądała się dziewczynce, poczym się uśmiechnęła.

- W takim razie możecie liczyć na moją pomoc.

- Dzięki - Maja płynnym ruchem ręki przywoła Arię.

- Cześć - powiedziała dziewczyna podchodząc.

- Cześć.

- Jestem Aria.

- Miranda.

- Miło poznać - Aria szczerze się uśmiechnęła. Miranda jednak nie odwzajemniła uśmiechu.

- Ale ja nadal nie wiem jak się stąd wydostaniemy.

- Spokojnie - powiedziała Maja - Mam plan.

***************************************************************************************************************
***************************************************************************************************************
Siema wszystkim zaczytanym !
Przepraszam, że musieliście czekać tak długo ale miałam małe "problemy techniczne" :)
I jak się wam podoba Piąty Rozdział ?
Liczę na szczere komentarze !!
Pozdrawiam


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Rozdział 4

niedziela, 25 kwietnia 2010 13:52

Rozdział 4

 

Aria z hukiem otworzyła drzwi. Przeszła przez długi korytarz do Sali Narad. Jej blada skóra była niezwykle rozpalona, proste, blond włosy z wrażenia zrobiły się lekko kręcone. Promieniała. Idąc musiała się powstrzymywać by nie podskakiwać. Podeszła do wielkich dębowych drzwi. Szybkim ruchem otworzyła je. Nawet nie zapukała. Weszła do środka.

- Ario, co się stało ? - spytała wysoka kobieta o zielonych oczach. Siedziała na końcu długiego stołu stojącego na środku pokoju. Miała siwe włosy sięgające ramion, jasną cerę i kwiat we włosach.

- List - odpowiedziała Aria pokazując kopertę.

- Mam rozumieć - zaczęła kobieta po prawej stronie stołu - że przerwałaś posiedzenie z powodu listu ? Czy elfy naprawdę nie mają za grosz rozumu ?!

- Klaro ! - rzekła ostro siwowłosa kobieta.

- Nie, wy nie rozumiecie ! Ten list jest od babki Sary ! Znalazła wybawicielkę !!! - wykrzyczała Aria.

- Co ? Pokaż mi ten list ! Szybko !! - kobieta zaniepokoiła się.

- Marisso, chyba w to nie wierzysz - powiedziała Klara - Skąd mamy pewność że ta stara czarownica wie co robi ?

- Licz się ze słowami Klaro ! - powiedziała groźnie Marissa - Sara to mimo wszystko moja najlepsza przyjaciółka. Pokaż mi ten list kochanie - zwróciła się do Arii.

Marissa wzięła list i zaczęła czytać.

 

Droga Marisso,

Mam nadzieje że u was wszystko dobrze.

Pisze do ciebie z oczywistego powodu. Nasze przypuszczenia sie sprawdzily. Maja zeczywiscie jest czarownica. Co wazniejsze, ostatnio .... powiem to wprost. Maja jest ciezko chora. Lekarze mowia ze zostaly jej gora dwa miesiace zycia. Razem z córka powiedzialysmy jej o wszystkim. Jest gotowa podjac ryzyko. Otworze portal jutro o godzinie 13:30 u nas w piwnicy. Moglabys przysłać po nia Aria ?

Pozdrawiam i czekam na odpowiedz !

 

Na wieki czarownica

Sara

 

 

Marissa przeczytała list cztery razy nie mogąc uwierzyć że napisała go Sara. Jej Sara. Co prawda nie widziały się od kiedy postanowiła opuścić krainę czarownic i wyjść za człowieka ale mimo wszystko. Sara jaką znała Marissa była osobą lekkoduszną, wesołą, traktującą życie jak jeden wielki żart. Musiała się naprawdę zmienić.

Marissa odzyskała mowę.

- Wygląda na to, że Wybawicielka naprawdę istnieje. Przybędzie tu jutro o godzinie 13:30. Ario, czy mogłabyś po nią pójść ? Sara bardzo nalegała.

- Oczywiście, pani - odpowiedziała Aria uśmiechając się jeszcze szerzej.

- Tak więc sprawa załatwiona. Zamykam posiedzenie. Dobranoc.

Marissa wyszła z pokoju zostawiając członkinie rady same.

 

"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""

 

 

Maja zamknęła walizkę. Ze łzami w oczach spojrzała na stos jej książek idących do spalenia.

Ostatni raz spojrzała na tytuł „Zmierzch" i błyszczącą okładkę „Harry Potter i Zakon Feniksa". Spojrzała na komputer. Chciała go mieć jak najszybciej z głowy. Podeszła i powoli usuwała wszystkie pliki. Nie wiedziała czemu, ale muzyka sprawiała jej największy ból. Przecież rzadko słuchała tych piosenek. Nawet ich za bardzo nie lubiła. Sądziła, że są za dziecinne ale nigdy nie miała serca ich kasować. Teraz musiała. Przecież babcia nie zmuszała by ją do robienia czegoś czego nie chce gdyby to nie było dla jej dobra. „Musimy pozbyć się wszelkich dowodów że Maja Kris kiedykolwiek tu mieszkała !". Majka wiedziała, że to dla dobra nic nieświadomego Roberta. Myśli że siostra jedzie do kliniki. Zanim Maja wyszła włożyła jeszcze do torebki wywołane zdjęcia. Wszystkich których Maja tak kochała. Serce jej się krajało jak sobie pomyślała, że jutro najprawdopodobniej opuści ich na zawsze. Przestała o tym myśleć, wzięła walizkę i torebkę i popędziła na dół.

Położyła wszystko na korytarzu i poszła do kuchni. Zastała w niej babcię. Siedziała na krześle i zdawała się jakby na nią czekać. Gdy weszła babcia wstała.

- Maju, dostałam odpowiedź - powiedziała podając dziewczynce kawałek pogniecionego papieru.

Majka zaczęła czytać na głos.

 

Kochana Saro,

U nas wszystko wporzatku.

Nawet nie masz pojecia jak sie cesze iz to Maja jest nasza Wybawicielka, jednoczesnie niezwykle ci wspolczoje z powodu jej chorby. Prosze nie martw sie o nia. Bedzie bezpieczna. Aria przybedzie o 13:30 zgodnie z planem. Pamietaj powiadom ja o zmanie imion.

Pozdrowienia dla ciebie, Zuzanny, Roberta i reszty bliskich.

 

Wampirzyca na wieki

Marissa

 

Maja skończyła czytać.

- Ale dziwaczne pismo - stwierdziła.

- Pismo Elfów. One nie używają takich znaków jak ą czy ę - odpowiedziała babcia.

- Ale mówią normalnie ? - spytała Maja.

-Oczywiście. Tylko pisząc do nich uważaj na te znaki bo nie będą w stanie przeczytać - uśmiechnęła się.

- To nienormalne - Dziewczynka pokiwała głową.

- A która z rzeczy jakich się ostatnio dowiedziałaś jest normalna ? - babcia roześmiała się jeszcze bardziej.

Maja puściła to pytanie mimo uszu.

- A co ma znaczyć fragment „Coś tam, coś tam o zmianie imion" ?

- Ach, tak od dziś nie nazywasz się już Maja Kris tylko Isabella  Stow.

- Stow. ?- zapytała niepewnie .

- Przykro mi. Mama wybierała.

Dziewczynka skinęła głową.

- Okej, coś jeszcze ?

- Nie, to już chyba wszystko. Chcesz się położyć ?

- Bardzo - przyznała.

- Dobranoc !

Maja skierowała się do drzwi. Nagle coś ją zatrzymało.

- Wampirzyca na wieki ? - odwróciła się do babci - Podpisałaś się podobnie. Tylko, że ...

- Podpisałam się „Czarownica na wieki" - oznajmiła babci z uśmiechem.

- Jeszcze tylko jedno. Kto to jest Aria ?

- Jutro zobaczysz - babcia roześmiała się.

- Jest czarodziejką ? - dopytywała się Maja.

- Nie, jest Elfem.  

- Elfem ?! Ale super !! - Mai nagle odechciało się spać.

- No, więcej ci nie zdradzę ! Idź się połóż !

- Okej, dobranoc - powiedziała niechętnie kierując się do drzwi.

- Śpij dobrze aniołku. Jutro wielki dzień.

- Uważaj bo zasnę jak będę o tym myśleć - Rzuciła i popędziła schodami do pokoju.

Padła na łóżko i zamknęła oczy.

Wcale nie spodziewała się, ze zaśnie. Maja wiedziała że żeby plan się powiódł musi przede wszystkim przeżyć. Było to niby najistotniejsze ale mimo wszystko Maja nie chciała o tym myśleć. Tyle rzeczy musiała zrobić, tyle osób skrzywdzić, że to że może umrzeć nie było już takie ważne. Czuła się jakby grała w kiepskim horrorze. A w głowie miała taki zamęt, ze nie była w stanie myśleć o czymś dłużej niż pięć minut. Mózg mówił spać a serce mówiło ..... Maja nie była w stanie stwierdzić co mówiło ale na pewno nie kazało jej spać. W końcu mózg wygrał. Dziewczyna odpłynęła dobrze po 3 nad ranem.

 

Maja biegła przez las. Wokół niej było niezwykle ciemno i mrocznie ale nie zatrzymywała. Coś w jej głowie kazało jej biec ile ma sił w nogach. Biegła i biegła. Droga ciągnęła się w nieskończoność. Nagle przed nią wysunął się cień. Przerażona Maja zaczęła biec w drugą stronę. Ten sam cień. Tym razem dziewczyna przyjrzała się mu bliżej. Był to chłopak. Mniej więcej w jej wieku, o czarnych włosach, czekoladowej cerze i czerwonych oczach. Niezwykle czerwonych. Na ich widok Maja aż podskoczyła. Chciała krzyczeć ale cień przemówił.

- Maju, uciekaj ! Gdy tylko się obudzisz, musisz uciekać ! Nie zastanawiaj się gdzie jesteś tylko uciekaj !

- Dokąd mam uciekać ? - spytała szeptem Maja.

- Do doliny Elfów. Do babki Marissy. Powiedz jej kim jesteś a nic ci się niestanie.

Nagle ziemia pod nogami dziewczyny się zatrzęsła.

- Zaraz się obudzisz - powiedział chłopak - Pamiętaj o tym co masz zrobić ! Żegnaj ! - I zniknął.

- Czekaj ! Nie powiedziałeś mi kim.....

Ale nie dane jej było dokończyć zdania.

Otworzyła oczy. Czekała na nią niezbyt miła niespodzianka....

 

***************************************************************************************************************

***************************************************************************************************************

Hej, rozdział zakończyłam trochę tajemniczo, bo chciałam żebyście byli po prostu ciekawi co będzie dalej :) Przepraszam że taki krótki ale ostatnio nie miałam jakoś czasu na siedzenie na komputerze.  Jeśli się spodoba dodam następny rozdział :D Liczę na szczere komentarze.

                                                                                                                    Pozdrawiam


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rozdział 3

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 19:43

Rozdział 3

 

Maja leżała na łóżku w swoim pokoju. Miała zamknięte oczy, więc każdy kto wszedł do pokoju myślał, że dziewczyna śpi. Tak naprawdę była tak zmyślona, że sama miała wrażenie, iż już dawno zasnęła. Majka czuła się dziwnie. Wiedziała że już niedługo odejdzie w nicość ale nie płakała. Nie miała najmniejszej ochoty na płacz. Wiedziała, że musi być silna. Wiedziała, że płacz jej teraz nie pomoże. Możliwe nawet, że pogorszy sytuacje. Usiadła, nie wiedząc co ma z sobą zrobić. Podeszła do komputera. Ostrożnie go włączyła. Szybkim ruchem wyszukała swoich ulubionych piosenek i po cichu włączyła pierwszą.

Była to piosenka Ewy Farny „Ja nie chce bać się tego co mi daje świat".

Maja spojrzała na listę swoich ulubionych utworów.

1. Ewelina Flinta „Długo i szczęśliwie"

2. Taylor Swift „Love Story"

3. Taylor Swift „You belong with me"

4. Ewelina Flinta "Przeznaczenie"

5. Ewelina Flinta "Nie znasz mnie"

6. Ania Wyszkoni „Czy ten pan i pani"

7. Ania Wyszkoni „Z ciszą pośród czterech ścian"

8. Monika Brodka „On"

 

Maj przestała przeglądać listę i wyłączyła komputer. W tym momęcie drzwi do pokoju uchyliły się. Wyjrzała za nich mama Majki. Czarne włosy opadały jej na czoło a oczy były czerwone od płaczu. Weszła do pokoju. Ku zdziwieniu Mai za mamą weszła babcia.

- Maju kochanie, chciałyśmy z babcią z tobą porozmawiać - powiedziała spokojnie mama siadając na łóżku.

- O czym ? - spytała Maja zajmując miejsce naprzeciwko łóżka.

- O tobie - powiedziała babcia siadając koło mamy - I o twoim przeznaczeniu.

- Przeznaczeniu ? - Maja była coraz bardziej zdezorientowana - Jakim znowu przeznaczeniu ?

- To może zacznijmy od tego - Maja dopiero teraz zauważyła że babcia przyszła z jakąś starą książką. Otworzyła ją a potem spojrzała na Majkę - Najpierw słuchaj. Pytania później.

Dziewczyna skinęła głową. Babcia zaczęła czytać na głos :

- Dawno, dawno temu. Tak dawno, że świat już nie pamięta. Żyła sobie królowa Liana. Miała ona dwie córki. Ariadnę i Elenę. Królowa wierzyła, że jej córki połączą ze sobą odwiecznie skłócone rody poprzez małżeństwo. Ariadna miała poślubić księcia rodu Vampire. Ta jednak sprzeciwiła się woli matki i uciekła z królestwa. Młodsza córka, Elena mająca poślubić księcia z rodu Elief stworzyła naszyjnik z rogu jednoroszca. Miał on moc która nie pozwalała rodom do pogodzenia się. W ten sposób chciała nie dopuścić do swojego małżeństwa. Naszyjnik jednak wywołał żądze w sercach królów wszystkich rodów. W ten sposób zaczęła się Wielka Wojna. Zła królowa ukarała córkę z jej występek. A na wszystkie rody rzuciła klątwę :

Nadejdzie czas, gdy pragnienie moje się spełni.

Przyjdzie dziewczyna, o włosach czarnych jak smoła,

Białej jak śnieg cerze, oczach niczym dwa szafiry,

I sercu czystym niczym łza cierpiącego.

Dowie się ona o swym przeznaczeniu,

W momencie najmniej oczekiwanym.

Krainę czarownic opuści,

i  ruszy by naszyjnik przeklęty zniszczyć.

Jeżeli jej się nie powiedzie cała kraina,

Cały świat,

Wszystkie magiczne istoty,

Wszystkie cztery rody,

Wszystko w nicość popadnie i z nicości się już nie wydostanie.

 

- Rzucając klątwę królowa zmarła. Wskazówki co do tożsamości dziewczyny pozostawiła takie, że pochodzi w prostej lini od  Ariadny. Co do czterech rodów. Nadal istnieją, są wśród nas choć ich nie widzimy.

Ród Vampire - Dzisiejsze Wampiry

Ród Elief - Dzisiejsze Elfy

Ród Magik - Dzisiejsze czarownice

Ród  Zarra - Dzisiejsi zmiennokształtni

 

Babcia skończyła czytać i spojrzała na Maje. Dziewczynka odchrząknęła i spuściła wzrok.

- No, fajna bajeczka - powiedziała w końcu - Ale co to ma wspólnego ze mną ?

- To nie bajeczka tylko legenda - powiedziała spokojnie babcia.

- Okej - powiedziała powoli Maja - I tak nie wiem co to ma wspólnego ze mną.

- A jak ci się wydaje, kogo opisywała przepowiednia ? - spytała mama.

- Yyy.... - Maja zerknęła na siebie.

Długie, czarne włosy, zwykle sięgające do pasa miała związane gumką. Jej cera, godna księżniczki lodu. Zawsze zastanawiała się dlaczego, choćby godzinami siedziała na słońcu, nie była ani trochę opalona. I oczy. No, oczy to miała śliczne. Jedyne co jej się w sobie podobało to właśnie jej oczy. Były tak niezwykle błękitne, że można by było się w nich dosłownie przejrzeć.

- Przecież to niemożliwe - powiedziała powoli przenosząc wzrok na babcię.

Siedziały tak w ciszy dobre pół godziny. W końcu Majka odzyskała mowę.

- Ale to tylko głupia legenda, prawda ? - spojrzała na babcie. Ta miała nieokreślony wyraz twarzy. Powoli pokręciła głową.

- Aniołku, posłuchaj. Wiemy, że to nie jest odpowiednia chwila na takie wyznania, ale musimy ci o tym powiedzieć nim będzie za późno. To co przed chwilą słyszałaś. Ta legenda. To prawda Maju. Cztery rody. Wszystko to nadal istnieje. A ty .... Cóż ty należysz do jednego z nich.

- Wampiry, czarownice - wydukała Maja - Elfy, zmiennokształtni.

- Tak. Maju, jesteś czarownicą.

Maja straciła cierpliwość. Nie spodziawała się po sobie takiego wybuchu.

- Odbiło wam !! - krzyknęła - Jeśli sądzicie, że uwierzę w jakąś bajeczkę żeby.... Właściwie to nie wiem w czym to ma mi niby pomóc ! Czarownice ! Elfy ! Dlaczego wy mi to robicie ?! Dlaczego właśnie teraz ?! Nie możecie dać mi spokoju ?! Nie wierze w to !!!

Zła podeszła do drzwi które zamknęły się tuż przed jej nosem.

               Podmuch wiatru ? Nieważne.

Ruszyła w stronę drugich drzwi.

Już miała przez nie przejść do kuchni ale te zamknęły się tak szybko, że Maja odskoczyła.

- Co się tu dzieje ? - spytała szeptem.

- Spełnia się twoje przeznaczenie - odpowiedziała babcia.

- A troszkę jaśniej ? Co rozumiesz przez słowo „Przeznaczenie" ? - spytała odwracając się do niej.

- Nie słuchałaś uważnie.

- Słuchałam. Tylko to jakby niemożliwe. No bo czarownica ? Ja ?

- Tak, ty. A świadczy o tym sen który miałaś. Też miałyśmy wątpliwości co do tego ale pochodzisz w prostej lini od Ariadny, opisuje cię legenda, miałaś sen który przesłałam ci miesiąc wcześniej i ..... - babcia nie skończyła ale Maja wiedziała o co chodzi.

- Dowie się ona o swym przeznaczeniu, w momencie najmniej oczekiwanym.- wyrecytowała.

- Tak. Kolejny puzzle pasujący do układanki.

- Ale ja nie potrafię czarować.

- Och, umiesz, umiesz tylko jeszcze nie wiesz jak to robić ! To całkiem zrozumiałe, że tak myślisz. Mocy nie uzyskuje się z dnia na dzień. Tu trzeba cierpliwości.

- To prawda mamo ? - dziewczynka spojrzała na siedzącą cicho matkę.
 Tak bardzo chciała by mama uśmiechnęła się i krzyknęła „ WKRĘCONA!" jak robiła dość często. Ta jednak tylko skinęła głową.

- No ale czemu nigdy nie widziałam jak wy czarujecie ?

- A jak ci się zdaje ? Moc trzeba utrzymywać w tajemnicy ! - powiedziała babcia.

- Zgaduje, że z istnieniem wampirów też nie żartowałaś.

- Nie. Wszystko co  dziś podło z moich ust było szczerą prawdą.

- Dlaczego przesłałaś mi ten sen ? - pytanie wychdziły z ust Mai nim ta zdążyła choćby o nich pomyśleć.

- Chciałam mieć pewność, że to ty jesteś „Wybawicielką" zanim odeśle cię na szkolenie.

- Szkolenie ?! Jakie szkoleni ?!

- Maju, słyszałaś klątwę. Ona też jest prawdziwa. Dopóki .... Żyjesz - babcia mimowolnie się wzdrygnęła - ta klątwa na nas ciąży. Jeśli .... Umrzesz, umrze cały świat. Musisz znaleźć medalion i go zniszczyć zanim .... - babcia nie była w stanie powiedzieć tego po raz trzeci.

- Zanim umrę - dokończyła Maja - Dokąd mnie wyślecie ?

- Zgadzasz się ? Pomożesz ? - mama nie mogła oderwać wzroku od twarzy córki.

- Nie powiedziałam, że pomogę. Musze się z tym przespać. I mieć dowód, że to wszystko prawda.

- Dowód to dostaniesz już. A wyślemy cię do Elfów ma się rozumieć. - powiedział babcia. Pstryknęła palcami i torebka Mai leżąca spokojnie na krześle wzniosła się w  górę. Pozostała tam chwilkę i opadłą z powrotem.

- Dowodów już nie potrzebuje - powiedziała Maja. Babcia uśmiechnęła się. - Ale i tak muszę to wszystko przemyśleć. Poukładać sobie w głowie.

- Oczywiście. Śpij dobrze aniołku.

I obie wyszły.

Maja wyczerpana padła na łóżku. Nie chciała o tym myśleć. Marzyła by mieć jakiś sen kompletnie nie związany z dzisiejszymi przeżyciami. I na początku myślała, że podświadomość się jej słucha.

Śniła jej się roześmiana twarz Roberta, Karoliny i Marcina. Była tak szczęśliwa patrząc na nich. Twarze odsunęły się do tyłu i ujrzała twarze jej mamy i taty. Chwile potem babci. I nagle wszystko się zatrzęsło i Maja widziała tylko przerażenie na twarzach swoich bliskich. I nagle wszyscy znikli. Jakby wpadli w ciemną otchłań.

- NIE!!! - Maja wydarła się na całe gardło.

Usiadła na łóżku i już wiedziała co należy zrobić.

Szybkim krokiem zeszła do kuchni. Zastała w niej mamę i babcię. Rozmawiały o czymś szeptem.

- Zrobię to - powiedziała zdecydowanym tonem - Zrobię to !

Babcia spojrzała na swoją córkę i uśmiechnęła się szeroko.

- Wiedziałam - powiedziała.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rozdział 2

czwartek, 08 kwietnia 2010 17:58

Rozdział 2

 

Majka wystrzeliła łóżka jak z procy. Miała niezwykle przyjemny sen, który w pewnym momęcie przerodził się w koszmar. Była w nim Karolina. I Marcin.

Karolina !

Marcin !

Majce przypomniało się. Miała przecież do nich zadzwonić zaraz po przyjeździe do domu. Szybko chwyciła za telefon i wybrała numer Karoliny.

Pięć sygnałów.....

- Halo ?

- Cześć Karolcia. Tu Maja.

- Maja! Dobra, mówiłaś że zadzwonisz ale nie spodziewałam się twojego telefonu o trzeciej nad ranem. Nie ma co umiesz zaskoczyć człowieka - Maja czekała cierpliwie aż Karolina ochłonie - I jak u lekarza ?

- Kara, mam do ciebie prośbę.

- Proś.

- Jak już wstaniesz, wejdź na Internet i poszukaj informacji na temat raka wątroby.

- Raka wątroby ? A po co ci informacje o ..... - skojarzyła - Podejrzewają raka wątroby !!??

- Tak.

- O matko ! Maja gdzie leżysz ? Wsiadam w autobus i za trzydzieści sekund będę !

- Nie, to nie ma sensu i tak cię nie wpuszczą. Tylko obiecaj że poszukasz.

- Jasne. Obiecuje.

- Zadzwonię jak będziesz mogła przyjechać.

- Okej, to czekam na telefon.

- Na razie.

- Pa.

Tym razem to Karolina rozłączyła się pierwsza. Maja mogłaby założyć się o rękę że rozmowa z Marcinem nie przebiegnie podobnie. Wręcz zupełnie inaczej. Nie mogła pojąć jak dwie tak różne osobowości tak doskonale się ze sobą dogadują. Chociaż kłócą się nieustannie to zawsze się jakoś godzą. Są jak ogień i woda. A Maja to coś pomiędzy. Coś co potrzebuje i ciepła ognia i chłodu wody. Gdyby nie to, to ta dwójka nigdy by się ze sobą nie kolegowała. Ba, Maja mogłaby przysiąc że nawet by się do siebie nie odzywali.

Wybrała drugi numer.

Cztery sygnały.....

- Kimkolwiek jesteś i w jakiejkolwiek sprawia dzwonisz mam pytanie. Czy ty człowieku wiesz która godzina ?!

- Jasne, to ja zadzwonię rano - odpowiedziała ze spokojem Maja.

- M. !! Czekałem cały dzień na telefon. Co się dzieje ? Czemu nie dzwoniłaś ? I czemu dzwonisz tak późno ? A może raczej wcześnie ? Mniejsza o to !

- Marcin, posłuchaj. Lekarze podejrzewają, że coś leży mi na wątrobie. I to dosłownie - Maja za wszelką cenę nie chciała zdenerwować Marcina a informacja o tym że najprawdopodobniej jest śmiertelnie chora nie miała jej tego ułatwić.

- Nie rozumiem. Ja to dosłownie ? Przecież jedyne co może ..... - nagle urwał.

- Tak. Mam rak - powiedziała Majka a potem dodała szybko - Najprawdopodobniej.

- O Boże ! Kiedy będą pewne wyniki ? W jakim szpitalu leżysz ? Jak mogę ci pomóc ? Kiedy mogę przyjechać ?

- Marcin, stop !

Natychmiast umilkł.

- Na razie nie możesz mi pomóc. Wyniki mają być dzisiaj. Zadzwonię ci, to pojedziesz po Karolcie i przyjedziecie oboje. Teraz musze kończyć, przyszła mama. Pa.

- Dobrze. Pa.

Maja położyła telefon na szafce i ruszyła za mamą która o dziwo nie weszła do jej pokoju tylko szła przed siebie. Po chwili weszła do gabinetu lekarza który badał Maje. Maja powoli podeszłą do drzwi. Były uchylone. Usłyszała głos matki.

- Panie doktorze. To prawda ? Są już wyniki ?

- Tak, pani Kris. Proszę usiąść. Maja ma raka wątroby. To specyficzna choroba. Poza bólami brzucha i gorączką powinna czuć się dobrze. Ale, nie będę pani okłamywał, Mai nie zostało dużo czasu.

Mama dziewczynki miała kamienną twarz.

- Ile ? - spytała po chwili.

- Jakieś dwa miesiące. Może więcej, może mniej. W przypadku Mai jej choroba pogorszy się jednego dnia na tyle, by doprowadzić do..... do śmierci.

- Czyli przez dwa miesiące będzie żyła normalnie ?

- Tak. Poza bólami brzucha, gorączką, brakiem apetytu i takiego typu sprawami.

- Panie doktorze. Czemu nie operujecie ?

- Powiem to pani naukowo na to patrząc. Rak wątroby to groźna choroba, która często kończy się śmiercią, powstaje w wyniku przerzutów. Rak wątroby to guz, powstający w tkance tego narządu. Jest to nowotwór dość często powiązany z innymi chorobami wątroby, takimi jak martwica - zatrzymał się - Zwykle rak w wątrobie jest przerzutem jak w przypadku pani córki, co oznacza, że grupa komórek raka innego narządu, wędrując wzdłuż naczyń krwionośnych, dociera do wątroby i mnożąc się powoduje powstawanie guza. Jak w przypadku innych raków tak i tu wynik leczenia zależy w znacznej mierze od stopnia jego rozwoju w chwili ustalenia rozpoznania. Im jest rozleglejszy, tym trudniejszy jest do leczenia. A rak pani córki jest bardzo rozległy. Operacja byłaby dla niej bardziej niebezpieczna niż sama choroba.

Maja wsłuchiwała się uważnie w każde słowo lekarza i nagle przestała pamiętać o tym że ktoś ją może zobaczyć. Nogi miała jak z waty. Uginały się pod nią kolana.

- Rozumiem. Czy Maja może wrócić do domu ? - dobiegł ją głos mamy.

- Musimy zrobić jeszcze kilka testów. Ale po tym jak najbardziej. Musi pani tylko załatwić formalności.

- Oczywiście. Mogę zadzwonić ? - lekarz kiwnął głową. Zerknęła w stronę niedomkniętych drzwi.

Mai nagle przypomniało się do czego służą jej nogi i odeszła korytarzem zanim mama podeszła i zamknęła drzwi.

A więc jednak.

Miała raka.

I to nie do zoperowania.

Jak to możliwe.

Spacerowała tak dobre pół godziny coraz bardziej zanurzona w myślach aż ....

- Tu panienka jest - dobiegł ją głos pielęgniarki. Maja odwróciła się - Co panienka robi ?

- Ja chciałam tylko.... rozprostować kości - odpowiedziała szybko.

- Ma panienka gości - odpowiedziała pielęgniarka.

Maja szybko wróciła do pokoju. Zastała tam Roberta, jej brata bliźniaka, babcię Sarę, Karolinę i Marcina. Uśmiechnęła się od ucha do ucha mimo że przed chwilą dowiedziała się prawdy.

- Co wy tu robicie ? - spytała.

- Mama po mnie zadzwoniła. Pojechałam po Roberta i twoich przyjaciół i oto jesteśmy - powiedziała jej babcia nie tracąc humoru.

- Czyli ty już wiesz ? - spytała Maja.

Babcia przestała się uśmiechać.

- Wiem aniołku. Wiem.

- Co pani wie ? - spytała Karolina.

- Powiem wam później - odpowiedziała spokojnie Maja.

- Gdzie mama ? - spytała babcia - Muszę z nią o czymś porozmawiać a ty wyjaśnij przyjaciołom jak wygląda sytuacja.

- U doktora. Korytarzem, aż dojdziesz do dużych dębowych drzwi - odpowiedziała machinalnie Maja - I wiesz co ? - spytała babcie - Śniłaś mi się dziś - dopiero teraz w pełni przypomniała sobie ten sen - Byłaś w lesie. Razem z malutkim Robertem. I gonili cię Karolina i Marcin. A potem cały las zaczął płonąć. Dziwny sen.

- A owszem, dziwny - odpowiedziała babcia i wyszła z pokoju zostawiając Maje z przyjaciółmi.

Dziewczynka usiadła na łóżku i wyjaśniła przyjaciołom i bratu całą sprawę. Kiedy skończyła snuć wsoją opowieść opadła na poduszki i zamknęła oczy. Chwile po tym do pokoju weszła mama i babcia.

- Podjęłyśmy decyzje - oznajmiła babcia.

- Jaką decyzje ? - spytała zdezorientowana Majka.

- Dowiesz się prawdy. Ale nie dzisiaj. Jest już za późno. A rodzice Marcina i Karoliny na pewno się denerwują. Proszę, pożegnajcie się i  jedziemy.

- Pa kochanie - powiedziała Karolina delikatnie ściskając Maje.

- To na razie M. - powiedział Marcin.

- Do jutra siostrzyczko - zawołał Robert i wszyscy wyszli.

Zostały z mamą same.

- Domyślam się, że wiesz - powiedziała mama.

- Wiem, słyszałam twoją rozmowę z doktorem Twardowskim.

- Kocham cię Maju.

- Ja ciebie też, mamo.

I mama również wyszła a Maja korzystając z samotności zaczęła zastanawiać się jakiej to prawdy miała się dowiedzieć. I wtedy zdała sobie sprawę z czegoś co do tej pory wydawało jej się tak obce.

Umrze.

Umrze naprawdę.

Sama słyszała.

Nagle powieki zaczęły jej ciążyć i oczy same się zamykały.

Chcąc, nie chcąc Maja zasnęła z myślą, że rano może się już nie obudzić.

***************************************************************************************************************
***************************************************************************************************************

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Rozdział 1

środa, 07 kwietnia 2010 15:50


   


    Rozdział 1
 

Przez jeden dzień świat Majki wywrócił się do góry nogami.

Promienie słońca wpadły przez okno prosto na zaspaną twarz Mai. Ta odchyliła głowę do tyłu i pomyślała „Wreszcie wolne". Powoli wstała. Usiadła i przeciągnęła się. Szybko tego pożałowała. Ból uciskający jej brzuch był nie do wytrzymania. Skuliła się w kłębek i modliła żeby przestało boleć. I właśnie w tym momęcie do jej pokoju weszła mama.
- Maju, kochanie pora wstawać ! Och ! - spojrzała na córkę. - Maju, znów boli ?
Dziewczynka kiwnęła głową. Matka westchnęła.
- No to ubieraj się. Idziemy do lekarza.
- Mamo - powiedziała Maja ale ból nasilił się i nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa.
- Bez dyskusji. Idę cię zarejestrować. Śniadanie zjesz później.
- Nie jestem głodna mamo - powiedziała Majka odzyskując siły.
- Kochanie, szkielet jest grubszy! Nie możesz niczego nie jeść ! I lepiej zadzwoń do Marcina. Powinien wiedzieć, że nie ma nas w domu. I do Karoliny. No już ! - I mama wyszła. Maja westchnęła głęboko i sięgnęła po telefon. Wybrała grupę „Przyjaciele". Były w niej tylko dwa numery.  Wybrała pierwszy.
Karolina odebrała po pięciu sygnałach.
- Halo ?
- Cześć Karolcia, tu Maja.
- Majka, wczoraj skończyła się szkoła. Każdy poza tobą siedział do wpół  do trzeciej i chce pospać do dwunastej. Po jakie licho dzwonisz ? - Maja zerknęła na zegarek. Była ósma trzydzieści.
„Oj" pomyślała.
- No to ja zadzwonię ze szpitala - powiedziała, modląc się żeby Karolina zrozumiała i nie rzuciła słuchawką.
- Znów cię boli ? - spytała nagle zaczynając myśleć trzeźwo.
Uff, udało się.
- No, niestety nie udało mi się tego ukryć przed mamą. Zabiera mnie do przychodni.
- No i dobrze ! Mówiłam ci żebyś zrobiła to wcześniej ! Taki ból nie jest normalny !
- Kara, daruj sobie kazania !  Musze lecieć. Zadzwonię jak wrócę. Wyśpij się. Pa.
- Będzie dobrze. Pa.
Maja rozłączyła się. Lubiła Karolinę ale dużo bardziej lubiła przebywać w towarzystwie Marcina. Może dlatego, że Marcina znała dużo dłużej. W sumie odkąd skończyła 5 lat. Karolinę poznała w zeszłym roku (na początku piątej klasy)  i nie była jeszcze co do niej na tyle przekonana co do swojego wieloletniego kumpla.
Szybko wybrała drugi numer.
Marcin odebrał po trzech sygnałach.
- Halo ?
- Cześć Marcin.
- Cześć M. Co słychać ?
- A nic. Nie licząc tego że zaraz jadę do lekarza.
- Co proszę ? Znowu bolało ? Powinnaś iść wcześniej !
Ludzie co z wami !
- Tak, wiem. Chciałam cię tylko uprzedzić jakbyś chciał wpaść.
- Odzwoń jak wrócisz.
- Dobrze. Pa.
- Pa. Trzymaj się.
Maja rozłączyła się i wrzuciła telefon do torebki. Podeszła do szafy lekko zgięta i wyjęła z niej jakieś wygodne spodnie i żółtą bluzkę. Szybko się przebrała. Kiedyś nie mogła tych spodni dopiąć a dziś potrzebowała paska. Kto by pomyślał ? Wzięła torebkę i zeszła schodami na dół.
- Gotowa ? - spytała mama.
Dziewczynka skinęła głową.
- A wszystkich przyjaciół obdzwoniłaś ?
- Mamo, mam tylko dwoje przyjaciół. Jedziemy ? Chce mieć to już za sobą.
- Jasne, jedziemy.
Do poradni nie było wale daleko ale mimo wszystko Mai czas dłużył się niemiłosiernie.  
Gdy w końcu wyszła z auta czuła się jakby wypuszczono ją z klatki w której siedziała ponad rok. Nadal była zaspana, ale nie przeciągnęła się już. Wolała nie ryzykować. Weszła za mamą do przychodni. Zawsze było w niej nieprzyjemnie. Zimno do szpiku kości. Czuła się tu trochę jak w zakładzie pogrzebowym. Przeszły nią dreszcze.
- Poczekaj kochanie. Zarejestruje cię - powiedziała mama.
Maja kiwnęła głową i usiadła w poczekalni. 
Wyjęła z torebki aparat i zaczęła przeglądać niedawno zrobione zdjęcia. Zatrzymała się na dłużej przy bardzo ładnym zdjęciu. Była na nim Maja, jej mama, starszy (o dwie minuty!) brat i jej ojciec. Spojrzała na roześmianą twarz ojca i pogrążyła się w myślach. Nie zauważyła kiedy przyszła mama.
- Maju, tata wróci - powiedziała powoli patrząc to na zdjęcie to na córkę.
- Wiem, ale to pierwsze wakacje bez niego.
Matka przytuliła Maje do siebie i choć nie dawała tego po sobie poznać bardzo cierpiała. Maja zresztą też. Jej tata był żołnierzem i odkąd tata wyjechał do Afganistanu Maja nie widziała go jeszcze ani razu.
- Robert nadal u Adama ? - spytała.
- Tak. Ale wróci o dziewiętnastej. Dzwonił.
Maja skinęła głową. Jeśli chodzi o jej brata zawsze miała jakieś obawy mimo że to nie ona w rodzinie jest tą nadopiekuńczą.
Nagle z gabinetu lekarza Mai wyszła pielęgniarka.
- Panienka Krais - powiedziała.
Maja stłumiła śmiech.
- Kris - poprawiła grzecznie pielęgniarkę mama.
- Tak, właśnie - speszyła się pielęgniarka - Proszę.
Maja powoli weszła z mamą do gabinetu.

 

Po dogłębnych badaniach brzucha lekarz zlecił badania USG. Nie były to badania bolesne ale Maja doświadczała w życiu przyjemniejszych rzeczy. Gdy usiadły powrotem w poczekalni Maja czułą się jak zdjęta z krzyża. Po chwili z gabinetu znów wyszła pielęgniarka.
- Kris ?
Razem z mamą poderwała się na równe nogi.
- Nie, nie tylko pani Kris - oznajmiła pielęgniarka i weszła z powrotem do gabinetu.
Matka spojrzała ze zdziwieniem na Maje ale córka była jeszcze bardziej zaskoczona od niej. Uśmiechnęła się blado i weszła za pielęgniarką.
Maja wzrószyła raminami i ponownie wyjęła aparat  przeglądjąc zdjęcia. Była wykończona. Nawet nie zdała sobie sprawy kiedy odpłynęła. 

- Maja ! Maju, słyszysz mnie ? - spytała mama.

Maja nagle wróciła do rzeczywistości. Widziała przed sobą twarz matki. Ale jej uwagę przykuły jej oczy. Mama nigdy nie płakała. A jednak jej oczy były czerwone od łez.
- Mamo co się stało ? - spytała Maja.
- Jedziemy do szpitala - powiedziała mama bez ogródek.
- Co ?! - Majka poderwała się na równe nogi strącając z kolan aparat. Ten roztrzaskał się o ziemię z hukiem. Maja szybko pozbierała jego części i zaczęła składać. Udało jej się. Aparat działał więc mogła wrócić do przyczyny zamieszania.
- Jak to do szpitala ? - spytała szeptam.
- Doktor Limonka podejrzewa..... coś złośliwego..... coś w twojej wątrobie - z oczu matki poleciały łzy - coś z czym może mieć problem do usunięcia..... coś......
Nerwy Majki niewytrzymały.
- Mamo, chcesz powiedzieć, że podejrzewają nowotwór ?
Matka powoli pokiwała głową.
Maja wstała i razem z zapłakaną mamą wyszła z przychodni mając w głowie tylko jedno słowo.
Rak.

 

Maja wyczerpana padła lekko jak puch na szpitalne łóżko i z bólem wspominała ten straszny dzień.
To dziwne.
Wydawało jej się że dopiero przed chwilą wstała z łóżka a teraz jej matka płacze myśląc o tym że jej córka umrze.
Umrze.
Czym tak naprawdę jest śmierć ?
Jak to możliwe że życie toczy się dalej a ciebie nie ma ?
Gdzie jesteś ? Co robisz ?
Śmierć.
Maja wiedziała że im dłużej będzie o tym rozmyślać tym bardziej będzie sobie uświadamiać że ta właśnie śmierć o której tak chaotycznie myślała nastąpi szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał.
Zmęczona opadła na poduszki i zasnęła błogim snem.
Kompletnie nieświadoma, że najgorsze dopiero przed nią.
***************************************************************************************************************
***************************************************************************************************************


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

poniedziałek, 28 lipca 2014

Licznik odwiedzin:  790  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Hej,to mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość. Oczywiście rozumiem, iż nie każdemu może przypaść do gustu napisana przezemnie historia, i jest to całkiem zrozumiełe :) Rzecz gustu ;) To tyle ! ...

więcej...

Hej,to mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość. Oczywiście rozumiem, iż nie każdemu może przypaść do gustu napisana przezemnie historia, i jest to całkiem zrozumiełe :) Rzecz gustu ;) To tyle ! Liczę na szczere komentarze :D

schowaj...

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl